Pożegnanie 4 ligi w Tczewie

W tym sezonie w pomorskiej czwartej lidze jest jedna drużyna, która znacząco się wyróżnia. Chodzi o Gryfa Tczew, który ostatni mecz wygrał 21 listopada 2015 roku. Było to spotkanie z Zawiszą Borzytuchom, która następnie wycofała się z rozgrywek. W ostatnich miesiącach zwłaszcza zaskakiwały wyniki Gryfa u siebie. 0:9 ze Stolemem Gniewino, 1:8 z Rodłem Kwidzyn…

Od przerwy zimowej przestały też pojawiać się wiadomości na stronie klubowej. Dopiero w połowie maja strona zaczęła być ponownie aktualizowana. Jak się dowiedziałem, w zespole grają obecnie praktycznie sami juniorzy, zmienił się też trener i władze klubu. Co się stało zimą? Tego do końca nie wiem, ale podejrzewam, że skoro już reaktywowano Wisłę Tczew, to i z Unią coś się kroi. W tej sytuacji Gryf, który powstał z połączenia Wisły i Unii (co było dosyć ciekawym eksperymentem zważywszy na to, że kibice Wisły sympatyzują z Arką Gdynia, a Unii z Lechią Gdańsk) przestał obchodzić kogokolwiek.

Nie dziwi więc, że gdy pojawiła się okazja, aby zorganizować w Tczewie mecz pomiędzy reprezentacją Tczewa, a gwiazdami sportu i telewizji, Gryf musiał ustąpić swoje boisko i przenieść swój mecz najpierw na ul. Bałdowską, a ostatecznie na ul. Ceglarską (stadion, na którym gra Wisła Tczew). Informacja o ostatniej zmianie dotarła do mnie dopiero w dniu meczu. Gdy dotarłem na stadion, drużyny właśnie wychodziły na murawę.

Powiedzieć, że widownia nie dopisała, to niedomówienie. Przez cały mecz przez trybuny przewinęło się jakieś 25 osób.

Na samym początku zastanawiałem się, czy padnie dziś dwucyfrowy wynik. Początek na to wskazywał, bo już w siódmej minucie padła bramka na 0:1.

Zaledwie dwie minuty później – 0:2.

Po drugiej bramce nagle Gryf zaczął grać lepiej i nawet nawiązywać walkę. Okazało się też, że obrona Jaguara, który jeszcze walczy o utrzymanie w IV lidze, gra tragicznie. Pomimo tego mecz skończył się wynikiem 1:4.

Ostatni mecz czwartej ligi w Tczewie na co najmniej rok cieszył się bardzo miernym zainteresowaniem. Nawet dziennikarz lokalnej telewizji przyjechał z kamerą tylko na jedną połowę, by pojechać dalej – zapewne na mecz reprezentacji miasta. Ciekawe, czy Gryf w ogóle przystąpi do rozgrywek w następnym sezonie.

Piknik lotniczy w Pruszczu Gdańskim

Zajrzałem dziś na piknik lotniczy w Pruszczu Gdańskim. Odbywają się takie co pół roku, ale pierwszy raz dowiedziałem się o terminie przed wydarzeniem – dokładnie wczoraj wieczorem.

Wszystkie ulice w promieniu kilkudziesięciu metrów od wejść na teren lotniska były pełne samochodów. Pomimo tego, że na terenie bazy przygotowano parkingi, wojskowi musieli odmawiać wjazdu ze względu na wypełnienie. Bardzo dużo osób przyszło też pieszo.

Na wystawie statycznej zaprezentowano samoloty Aeroklubu Gdańskiego. Do AN-2 można było wejść, z czego korzystały głównie dzieci.

Była też Cessna 150. Na takich robi się kursy lotnicze w Pruszczu.

Oczywiście pokazano też dużo sprzętu wojskowego. Każdy pojazd był dosłownie oblężony przez dzieci i dorosłych.

Mi-2 – kolejki do zrobienia fotki. Najwyraźniej hitem jest postawienie dziecka w drzwiach śmigłowca i sfotografowanie dziecka.

Przyleciał też AH-64. Olbrzymia różnica w porównaniu z Mi-2 czy Mi-24, jeśli chodzi o wykonanie. Amerykańska załoga siedziała na burcie i brała na ręce dzieci do zdjęć.

Był i mem z Chuckiem Norrisem za szybą.

Mi-24.

Dwie z takich maszyn co jakiś czas startowały też do pokazów w powietrzu.

Zapewnione były toi-toie, a w nich zdarzały się takie potwory.

Catering na miejscu zapewniało kilka różnych food trucków i innych przybytków. Zauważyłem też, że w tym sezonie modne są wózeczki z oranżadą a’la PRL.

Śmierć w Sarajewie

Wybrałem się dzisiaj do kina. Wczoraj dowiedziałem się, że w Żaku zaczyna się przegląd filmów z Wędrujących Festiwali i zaciekawił mnie jeden z filmów – Śmierć w Sarajewie. Jedyny trailer na youtube jest oczywiście bez żadnych napisów i właściwie niemal nic nie pokazuje.

Akcja filmu dzieje się w Hotelu Europa, który znajduje się w centrum Sarajewa. Ujęcia wskazują na to, że w rzeczywistości film realizowany był w hotelu Holiday Inn, który podczas oblężenia Sarajewa znajdował się w epicentrum wydarzeń. W 2011 roku miałem okazję przechodzić obok budynku.

Sam film był ciekawy przede wszystkim z dwóch perspektyw. Drugi plan przez dużą część filmu zajmowały piękne widoki centrum miasta na zmianę z mocno przestarzałymi wnętrzami hotelowej części dla pracowników. Jednocześnie na dachu budynku odbywały się interesujące dyskusje o problemach, jakie mają ze sobą Serbowie i Bośniacy z zamachem na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda z 1914 roku w tle.

Pierwszy raz oglądałem film w Żaku. Dzięki posiadaniu Karty do Kultury (karty bibliotecznej w Gdańsku) miałem 4 złote zniżki na bilet – wyszło 14 zł. Na miejscu byłem odrobinę za szybko, ale w foyer były naprawdę wygodne fotele.

Można też było poczytać czasopisma o tematyce pasującej do miejsca. Cieszę się, że u dentysty nie wpadają na podobne pomysły.

W repertuarze w tej chwili jeden film zdecydowanie się wyróżnia. Z tego co widzę w recenzjach w Sieci i słyszałem od wychodzących z poprzedniego seansu, odczucia co do Baby Bump są mocno mieszane.

Na seans przyszło około 20 osób. Do sali weszłoby spokojnie kilkakrotnie więcej. Stare, typowo kinowe fotele i prawie płaska sala, więc niskim osobom polecam siadanie raczej z przodu. Miejsca nie są numerowane. Na fotelach siedziało się dosyć wygodnie. Pierwszy raz spotkałem się z tym, że wieszaki na płaszcze były w środku sali.