Paweł Adamowicz

W Gdańsku dziś w rozmowach istniał tylko jeden temat.

Wszystko zaczęło się wczoraj wieczorem, gdy dostałem pierwsze wiadomości o tym, że na finale WOśP dźgnięty nożem został prezydent miasta Paweł Adamowicz. Szybko okazało się, że wszystkie lokalne portale leżą. Tweety, pojawiające się informacje na ogólnopolskich portalach zaczynały dawać obraz wydarzenia. Półgodzinna reanimacja, przewiezienie prosto do UCK, mimo że niemal zaraz obok Targu Węglowego jest szpital wojewódzki, nie jeden, jak pierwotnie donoszono, ale trzy ciosy nożem, nagrania z komórek widzów i opis sprawcy na Wykopie – z wiedzą o tym wszystkim szedłem spać.

Rano nie było lepszych wiadomości. Przetoczenie 21 litrów krwi w ramach operacji, zmęczone „walczymy” na konferencji prasowej, informacja o tym, że wysłano do Londynu rządowy samolot, aby rodzina prezydenta mogła szybciej znaleźć się w Gdańsku. Właściwie cały dzień z otwartą gdzieś w tle kartą z tweetdeckiem, kolejną z włączonym Radiem Gdańsk, które już od wczoraj znacząco przygasiło nastrój muzyki.

Czterystutysięczne miasto nie jest na tyle duże, by w otoczeniu nie było kogoś, kto zna kogoś, kto wie trochę więcej, niż podają media. Sporo dało się też wyczuć z tonu głosu prezentera Radia Gdańsk. Równolegle z różnych źródeł docierały informacje o tym, że właściwie lekarze czekają tylko na to, aż rodzina powróci do Gdańska, ale w końcu nawet i to się nie udało. Portale i niektórzy politycy byli już gotowi – w ciągu paru minut wszędzie pojawiły się informacje o tym, że Paweł Adamowicz nie żyje.

Gdy zrobiłem sobie przerwę w pracy, na horyzoncie z kuchni zobaczyłem samolot, podchodzący do lądowania. Flightradar podpowiedział mi, kto był na pokładzie.

W zaistniałej sytuacji oczywiste stało się dla mnie, że chcę być na spotkaniu na Długim Targu o osiemnastej. Zapowiedziane dzień wcześniej jako wiec przeciw nienawiści i przemocy, naturalnie stało się spotkaniem w celu upamiętnienia Pawła Adamowicza. Choć wydarzenie organizował lider pomorskiego KOD, było to miejsce, gdzie zbędnej polityki nie było i wszystko odbywało się no logo.

SKM w kierunku Gdańska była całkiem zatłoczona, jak na porę, i z każdej strony w kierunku Długiej szły tłumy. Z perspektywy ulicy nie sposób było oszacować skali, ale najlepiej pokazuje ją Aerovideo.

Na początku cisza ze strony zgromadzonych i dzwonki Ratusza Głównego Miasta, grające piękne melodie. Potem nagranie wczorajszego przemówienia Pawła Adamowicza na finale WOśP. Parę wspomnień, między innymi ze strony wiceprezydent Gdańska, następnie modlitwy przedstawicieli kilku różnych wyznań, w tym rabina i imama. A na sam koniec, którego już nie widziałem, The Sound of Silence a capella. Ludzie ze świecami i zniczami, które zostawili pod ratuszem, Neptunem, pewnie też na Targu Węglowym.

Podróż na żywo – weekend w Polsce

Nie będzie to taka typowa podróż na żywo, jak dotychczasowe na tym blogu. Relacjonuję mój przejazd głównie po to, by przetestować, jak prezentowałaby się podróż na żywo w testowanym przeze mnie PolarSteps. Możecie więc spodziewać się nieco mniejszej liczby postów, ale za to będzie tu trochę groundhoppingu. Wybieram się właśnie na trzydniowy wypad do Trójmiasta i Tczewa – tak, jak co mniej więcej miesiąc w tym roku. W ramach wyjazdu planuję wpaść na dwa mecze piłkarskie – jeden w ekstraklasie, drugi w B-klasie, czyli od najwyższego, do najniższego poziomu rozgrywkowego.

Znika kino Krewetka

Jak donosi Radio Gdańsk, za kilka dni zamknięte zostanie kino Krewetka. Po zamknięciu tczewskiego kina Wisła, przez okres liceum było to moje domyślne kino. Nieco szkoda świetnej lokalizacji i braku dostępu do Cinema City Unlimited w Gdańsku, przynajmniej do czasu otwarcia planowanego na kiedyś nowego oddziału Cinema City.

Cinema City (po lewej), czerwiec 2016 r.

Spokojnie, teksty o tym, co działo się u mnie w lipcu nadal są w planach. Chciałbym równolegle zacząć wrzucać krótsze posty o bieżących sprawach, których treść będzie pokazywać się i tu i na Facebooku.