Parkrun – z czym to się je?

Ostatnio zainteresowały mnie parkruny – biegi organizowane w parkach / lasach co sobotni poranek. Postanowiłem wybrać się na jeden z dwóch organizowanych w Gdańsku – w Parku Reagana.

O co chodzi w parkrunie?

Parkrun to cotygodniowy wspólny bieg na dystansie 5 kilometrów, który jest organizowany zawsze o tej samej porze i w tym samym miejscu. Udział może wziąć każdy, uczestnictwo nic nie kosztuje. Nie trzeba silić się na żadne konkretne tempo – chodzi o to, by się poruszać. A przy okazji są też statystyki.

Jak wziąć udział?

Poszukaj, czy jest jakiś parkrun w Twojej okolicy. W Gdańsku są dwa, jest też na przykład w takim Tczewie. A jeśli nie ma żadnego w pobliżu, to może chcesz zorganizować własny? Historia parkrunów w Polsce zaczęła się od biegacza, który wziął udział w takim w Wielkiej Brytanii i stwierdził, że w Gdyni też mogłoby coś takiego się odbyć. Za chwilę do zabawy dołączy 45. lokalizacja w Polsce.

Następnie zarejestruj się na parkrun.pl. Dostaniesz link do generacji kodu kreskowego, który musisz pokazać na mecie. Wydrukuj kod kreskowy (nie wolno pokazywać go na telefonie) i przyjdź z nim w sobotę rano na miejsce, gdzie odbywa się parkrun. Idealnie być tak na 15 minut przed czasem. Organizatorzy najprawdopodobniej na początku zapytają, kto jest pierwszy raz, by wyjaśnić zasady i opisać trasę.

Organizator z megafonem. Przede mną biegacz z Kalisza, który też brał udział po raz pierwszy. Pani z lewej też biegła, a pan z siatką kibicował i w połowie przybijał piątki biegnącym.

Dwóch biegaczy biegło z psami. Dużo osób przyjeżdża na start rowerami. Nordic walking czy przejście trasy bez biegania też dopuszczalne.

Jaka jest procedura?

Zdecydowanie bez zadęcia. Stajesz na miejscu startu – w przypadku Parku Reagana przy wejściu D do parku – na zakręcie ulicy Dąbrowszczaków.

Organizatorzy powiedzą parę słów, uczestnicy poklaszczą dla tych, którzy biegną pierwszy raz i jubileuszowo (część z biegaczy miała koszulki okolicznościowe, które otrzymali po przebiegnięciu 50, 100 czy 200 parkrunów), odliczanie do startu i start. Bez wielkich przemów, wymieniania sponsorów.

Gdy biegniesz pierwszy raz, najlepiej zobaczyć, którędy biegną inni. W przypadku Parku Reagana trasa nie była oznaczona, lecz uczestników było na tyle dużo, że łatwo było dojść do tego, którędy biec. Trasa liczyła dwa kółka, które prowadziły przez las, po ścieżkach, chodnikach i w pewnym momencie bardzo blisko morza. Zawodnikom przyglądał się Radosław Dudycz – mistrz Polski w maratonie sprzed 7 lat. Podobno czasami udziela porad niektórym uczestnikom odnośnie postawy.

Meta jest oznaczona flagami. Od wolontariuszy dostajesz token, z którym podchodzisz do punktu skanowania. Pokazujesz przy nim kod kreskowy i oddajesz token – jest wielorazowy.

Punkt skanowania i oddawania tokenów po lewej. Po prawej widać koszulkę okolicznościową dla uczestnika, który przebiegł już 50 parkrunów.

Co dalej?

Możesz iść do domu 🙂 Za jakiś czas (w przypadku Gdańska tym razem było to kilka godzin) przyjdzie mail z informacją o wyniku. Do życiówki zabrakło mi kilkunastu sekund.

Wyniki możesz też zobaczyć na stronie internetowej parkrunu – przykładowo rezultaty dla biegu, w którym wziąłem udział.

No i może wpadniesz znowu za tydzień? Albo pomożesz jako wolontariusz?

WRO Runway Run

W poprzedni weekend pojechałem do Wrocławia, by tam wziąć udział we WRO Runway Run – nocnym biegu po pasie startowym lotniska. Same zapisy były dość zabawne – strona oczywiście nie wytrzymała zainteresowania, a w pewnym momencie informowała mnie, że zostało jeszcze -200 wolnych miejsc. Jakimś cudem udało się jednak zapisać, więc był dobry powód, by wyskoczyć na weekend do miasta, gdzie od niemal roku mnie nie było.

Około 22 na lotnisku już dość spory ruch. Ostatni wylatujący samolot już odleciał, ale port czekał jeszcze na kilka nocujących maszyn. Jak usłyszałem z rozmowy pracownika lotniska, który podjeżdżał do terminala, 10 minut po północy zamykano lotnisko. Jeśli jakiś samolot nie zdążyłby do tego czasu, byłby przekierowany do Katowic, Poznania albo Pragi.

Aby odebrać pakiet startowy, podchodziło się do stanowisk odprawy.

Po odprawie dostawało się też kartę pokładową, którą trzeba było mieć ze sobą razem z dowodem osobistym przez cały bieg. Rozwiązanie to nie było najwygodniejsze zwłaszcza dla osób, które nie miały przy sobie nerki, ale na szczęście w pakiecie startowym był też workoplecak, do którego takie rzeczy można było wrzucić.

Bieg był normalnie uwzględniony na tablicy odlotów jako rejsy WRO 5 (na 5 km) i WRO 10 (na 10 km).

Do kontroli bezpieczeństwa zostało jeszcze trochę czasu, więc przeszedłem się wokół terminalu. Okazało się, że z prawej strony jest osobna strefa VIP.

Przez kontrolę bezpieczeństwa nie przepuszczano bez ubranej niebieskiej biegowej koszulki, więc szybko w strefie odlotów zrobiło się niebiesko. Niestety, nie było żadnych szatni, więc przebierać się było trzeba w toaletach. Na środku terminala ustawiono scenę i telebim, na którym podczas biegu kibice mogli podglądać, jak idzie.

Zakres dozwolonych rzeczy był nawet mniejszy niż w przypadku lotu samolotem. Poza dowodem i kartą pokładową, można było mieć ze sobą jedynie małą elektronikę i ew. przekąskę w postaci stałej (np. baton energetyczny). Xiaomi Yi razem z uprzężą, dzięki której miałem go przyczepione na klatce piersiowej przeszedł, ale jak się okazało, nagrywanie nocnego biegu to nic ciekawego, chyba że ktoś bardzo lubi oglądać parę przesuwających się w górę i dół świetlnych kropek.

Zakaz wnoszenia płynów był jednak rozwiązany przez darmową wodę rozstawioną już po kontroli w jednym z lotniskowych barków.

Osoby w najgorszej konfiguracji od kontroli bezpieczeństwa do wylotu na płytę lotniska miały ponad 1,5 godziny, dlatego przy bramkach starano się na różne sposoby urozmaicić oczekiwanie. Czy to przez postawienie robota, który – czasem nieco przesadnie – starał się odtwarzać wyrazy twarzy patrzących:

Czy też przez bardzo krótki występ cheerleaderek (nagrałem połowę z niego):

W budynku byli też lokalni zawodnicy futbolu amerykańskiego.

Biegaczy było ponad tysiąc, nie dziwi więc, że praktycznie wszystkie bramki były okupowane przez ludzi ubranych na niebiesko.

Biegnący na 5 kilometrów wychodzili z bramki nr 1, a na 10 – z bramki nr 3.

Na płycie ustawiono scenę i nagłośnienie, z którego poprowadzono rozgrzewkę, potem zagrzewano do biegu. Zasięg głośników – jakieś kilkaset metrów.

Jeszcze parę krótkich przemówień i czas ruszyć do biegu.

I udało się dobiec! Zająłem 299 miejsce w kategorii Open 5 km na 383 biegnących z czasem 00:31:16. Jak na to, że w ramach przygotowań dokładnie raz poszedłem biegać, nie było źle.

Samo bieganie po pasie lotniska to ciekawe doświadczenie. Na samym końcu pasa zawracaliśmy wokół Airbusa A320 Wizz Airu, który został tam ustawiony. Było dosyć ciemno, dzięki czemu można było popatrzeć na Sky Tower na horyzoncie, z drugiej strony na zachodzący księżyc, a wszędzie wokół na mnóstwo gwiazd. Bardzo ciekawe przeżycie.