2017, miesiąc po miesiącu

Kończy się rok, więc pora na podsumowania. Na początek przejście przez wszystkie ważne wydarzenia tego roku.

Styczeń

Już na samym początku najważniejszy moment tego roku – wzięliśmy z Kasią ślub!

Następnego dnia pojechaliśmy na podróż poślubną na Cypr. O Cyprze napisałem na blogu w dwóch postach – relacji z krótkiej wizyty w Tureckiej Republice Cypru Północnego i narzekaniu na jakość chodników w Larnace.

Byłem też na meczu cypryjskiej ekstraklasy, gdzie Nea Salamina Ammochstos (dawniej Famagusta) pokonała AEZ Zakakiou 2:0.

Może i trochę ponarzekałem, ale w sumie kiedyś bym wrócił. Cypr to był też dla mnie pierwszy kontakt z ruchem lewostronnym na drogach. Z perspektywy pieszego jest to lekko konfundujące.

Twoja karta płatnicza została zablokowana za granicą – co robić?

Ostatnio w krótkim czasie sporo razy wyjeżdżałem za granicę. Gdy kończył się już mój jednodniowy wyjazd do Włoch, zaraz po zapłaceniu za zakupy w supermarkecie zaczął mi dzwonić telefon. Zobaczyłem polski numer z kierunkowym z Łodzi. Stwierdziłem, że pewnie infolinia mBanku chce mi coś wcisnąć, więc nie odebrałem. Chwilę później dostałem SMS:

Byłem za granicą i choć mBank podaje, że jest to numer, na który można się połączyć z numerów komórkowych z całego świata, połączyć się nie udało. Być może dlatego, że nie uwierzyłem w to, że pójdzie bez +48 z przodu 😉 Spróbowałem więc oddzwonić na numer, z którego do mnie dzwoniono, również bezskutecznie. Jakie więc są inne opcje?

  • Jeśli masz aplikację mBanku, po zalogowaniu jest opcja wybrania połączenia z konsultantem. Wybierany jest wówczas zwyczajny numer telefonu z sufiksem identyfikującym klienta. Ja wybrałem tę opcję i zadziałało.
  • Można też spróbować 801 300 800. Bez +48 z przodu może zadziała.
  • mBank podaje też na swojej stronie numer dla telefonów stacjonarnych: +48 42 6 300 800.

Gdy już udało się uzyskać połączenie, wyjaśniłem konsultantce, że otrzymałem właśnie SMS o zablokowaniu karty. Po parominutowym poszukiwaniu w systemach okazało się, że w związku z podejrzaną transakcją bank nałożył na kartę odmowę autoryzacji. Jak się okazało, zakupy za 10 euro w niejakim Autostradale mogą wyglądać podejrzanie w przypadku osoby, która nie ma w historii transakcji żadnych wydatków związanych z samochodami. A że chodziło o bilety autobusowe, cóż 😉 Na pewno nie pomogło też to, że podczas innego wyjazdu skopiowano moją kartę płatniczą i próbowano z jej użyciem zrobić całkiem urocze akcje hazardowe i doładować jakieś telefony.

W każdym razie, wyjaśniłem, że to ja, konsultantka zdjęła z karty odmowę autoryzacji, więc wszystko skończyło się dobrze. Cała rozmowa zajęła około 6 minut, co warto mieć na uwadze, jeśli jest się akurat poza UE.

W Górskim Karabachu

Dla kontekstu polecam mój poprzedni post, w którym opowiadam o tym, o co właściwie z tym Górskim Karabachem chodzi.

Dotarcie do Górskiego Karabachu to sprawa znacznie łatwiejsza, niż wydawało się na pierwszy rzut oka. Choć w Internecie znajdowały się sprzeczne informacje odnośnie tego, czy przed wyruszeniem należy wyrobić sobie wizę, czy nie, wszystko wskazywało na to, że informacje z bloga Jonny’ego Blaira są nadal aktualne. Nie szukaliśmy więc w Erywaniu ambasady Górskiego Karabachu, o której zresztą znalazłem gdzieś na forach informację, że nie dość, że wymaga zdjęcia do aplikacji o wizę, to jeszcze kasują znacznie więcej, niż przepisowe 3000 dram (ok. 30 zł). Zamiast tego, z rana wybraliśmy się na centralny dworzec autobusowy w Erywaniu (mapa), skąd w godzinach porannych miało odjeżdżać kilka busów do Stepanakertu.