Podróż na żywo – weekend w Polsce

Nie będzie to taka typowa podróż na żywo, jak dotychczasowe na tym blogu. Relacjonuję mój przejazd głównie po to, by przetestować, jak prezentowałaby się podróż na żywo w testowanym przeze mnie PolarSteps. Możecie więc spodziewać się nieco mniejszej liczby postów, ale za to będzie tu trochę groundhoppingu. Wybieram się właśnie na trzydniowy wypad do Trójmiasta i Tczewa – tak, jak co mniej więcej miesiąc w tym roku. W ramach wyjazdu planuję wpaść na dwa mecze piłkarskie – jeden w ekstraklasie, drugi w B-klasie, czyli od najwyższego, do najniższego poziomu rozgrywkowego.

Turysta we własnych miastach

Jest maj, nie ma już śniegu, a w Norwegii przez cały miesiąc trwał festiwal dni wolnych od pracy. Czwarty z nich, który mnie dotyczy właśnie powoli zbliża się do końca. Muszę przyznać, że całkiem przyjemnie wykorzystuję majowe dni wolne. Wystarczyło czasu, by na parę dni wpaść do Polski, a także całkiem sporo zobaczyć w Oslo.

W Gdańsku udało się więc zobaczyć Forum Gdańsk tuż przed swoim nieotwarciem. Nie wyglądało zbytnio na ukończone, i jak się okazało, faktycznie nie było.

Odkryłem, że Cafe Drukarnia na Mariackiej serwuje świetną kawę. Naprawdę, a przydarzyło mi się też być w kawiarni, która serwuje podobno najlepszą kawę na świecie w Oslo. Szczerze, nie wiem, która z nich smakowała mi bardziej.

Kręcąc się po Gdańsku, starałem się być wyczulony na detale. Parę ciekawych rzeczy zauważyłem.

Ile lat może mieć ten domofon?

Szczególnie uroczy wydał mi się ten zakątek. Niesamowite, że widziałem go po raz pierwszy, zważywszy na to, że mój obiad ślubny odbył się nie więcej niż dwieście metrów stąd.

Byłem też oczywiście w Tczewie. Spacer nad Wisłą przypomniał mi, jak tu ładnie i zielono.

16 maja, dzień przed głównym świętem narodowym Norwegów, nazywany jest narodowym świętem futbolu. Odbywa się wtedy kolejka norweskiej ekstraklasy. Stwierdziłem, że to dobry moment, by zajrzeć na bliskie mojemu miejscu zamieszkania Intility Arena i zobaczyłem tam mecz głównego klubu Oslo, Vålerengi, przeciwko rywalowi z przedmieść Oslo, Stabæk. W przerwie meczu na stadionie odbywał się quiz z wykorzystaniem platformy, którą pisze firma, dla której pracuję.

W pewnym momencie odśpiewano też piosenkę klubową, która opowiada głównie o tym, jak płonął kościół na Vålerendze. Melodia strasznie z czymś mi się kojarzy, ale nie potrafię skojarzyć, z czym. Jeśli ktoś wie, dajcie znać – wyślę pocztówkę z Oslo za naprowadzenie!

Dzisiaj z kolei stwierdziłem, że pobiegam i dotarłem pod pałac królewski.

Spod pałacu zajrzałem w okolice Aker Brygge i Tjuvholmen, gdzie przy kawie i churrosach obejrzałem, jak do portu w Oslo wpływa solidny statek wycieczkowy i posiedziałem trochę nad morzem.

Wiosną, gdy wszystko kwitnie, znacznie łatwiej jest cieszyć się wszystkim, co wokół. Zwłaszcza, że w Oslo ta wiosna jest naprawdę niesamowita – niemal cały czas piękne, słoneczne dni i pogoda, którą przedstawiano mi jako typowe norweskie lato. Znacznie więcej jest tu też gatunków ptaków, które chętnie wchodzą w interakcje.

Z innej strony spojrzałem też na Gdańsk, Gdynię (o którą też zahaczyłem) i Tczew. Może i nie jest tam aż tak cicho, różnorodnie i zielono, ale kurczę, na swój sposób też ładnie.

Pierwszy tczewski zagraniczny supermarket

Jedno z moich najwcześniejszych wspomnień z dzieciństwa dotyczyło wizyty w supermarkecie. Nie byle jakim – z tego co pamiętam, był to pierwszy zagraniczny supermarket w Tczewie. Nazywał się Komm und Kauf i znajdował się na ulicy Gdańskiej, zaraz obok cmentarza. Z tego co pamiętam, o tu:

Nie potrafiłem sobie przypomnieć nazwy tej sieci, jako że market bardzo szybko się zwinął. Dopiero dzisiaj, gdy zobaczyłem na Facebooku posta na fanpage Gdańsk Historyczny, skojarzyłem fakty. W wyszukiwarce zdjęć MBP w Tczewie znalazłem pasujące foto. Tajemnica dzieciństwa wyjaśniona.

Na stronie MBP jest jeszcze kilka zdjęć supermarketu.