Trzy ciekawe punkty Mokotowa

Zapowiadałem już parę tygodni temu na Instagramie, że będą tu posty z mojej ostatniej podróży. Powoli mijają już dwa tygodnie, od kiedy wróciłem z wyjazdu do Gruzji, Armenii i Górskiego Karabachu. Zacznijmy jednak chronologicznie – od Warszawy, a dokładniej małego jej skrawka, który odwiedzam relatywnie często. Na terenie Mokotowa jest dosyć charakterystyczny zakątek, ograniczony ulicami Sobieskiego, Al. Wincentego Witosa, Czerniakowską i Chełmską. Mieści się tam między innymi siedziba WFDiF, kilka biurowców, niedługo też odbędzie się tam Confitura, na którą się wybieram. Tym razem pokażę Wam parę miejsc, których mogliście nie znać.

Sobieskiego 100

Ulica Sobieskiego jest dobrym startowym punktem do poznawania okolicy – dużo autobusów zatrzymuje się przy niej. Z przejść nadziemnych, jak to często w Warszawie bywa, dość dobrze widać Pałac Kultury. Po drodze mija się budynki ambasady Rosji.

Jednym z budynków, który należy do ambasady, jest właśnie blok przy Sobieskiego 100. Opuszczony wieżowiec, znajdujący się na działce, której zwrotu od ambasady rosyjskiej od dłuższego czasu domaga się Rosja. Różne legendy krążą o tym miejscu, ale pewne jest, że jeszcze względnie niedawno znajdował się tam choćby klub „Sotka”, do którego dostęp był mocno ograniczony.

Wejście do budynku jest oznaczone jako monitorowane, ale nie prezentuje się najlepiej. Po lewej stronie zamontowana jest jednak kamera, która wyglądała na działającą.

Sam budynek wydaje się być opuszczony. Straszą puste okna bez szyb, drut kolczasty wokół ma uniemożliwiać łatwe wejście.

Niewiele dalej, na Ludwiga van Beethovena 3, znajduje się inny budynek należący do ambasady. Jest to dziesięciopiętrowy wieżowiec, w którym dość charakterystyczne jest to, że na balkonach wiszą rosyjskie talerze satelitarne, a na parkingu przed blokiem stoi dużo samochodów na dyplomatycznych tablicach.

Dosłownie jedną działkę dalej znajduje się…

Ambasada Korei Północnej

Główny budynek ambasady wygląda bardzo podobnie do budynków w Korei.

Jeżeli jednak dobrze się przyjrzycie, na tym budynku nie ma żadnej flagi. Są za to miejsca parkingowe, oznaczone tabliczkami „4Fun TV”, imionami i nazwiskami konkretnych osób (swego czasu zauważyłem tam tabliczkę „Kuba Wojewódzki”, która jednak już znikła). Cały główny budynek ambasady jest wynajmowany jako przestrzeń biurowa – pomimo, że nie jest to zgodne z rezolucją ONZ. W Berlinie, budynki ambasady służą jako hostel. Najbardziej znanym najemcą jest właśnie telewizja 4Fun.TV, a także swego czasu firma Ryszard Petru Consulting. W budynku ambasady siedzibę miały też różne bistro – ostatnie posty na FB jednego z nich były publikowane w lutym. Na miejscu nie wyglądało jednak, jakby było nadal czynne. Jak wynika z Map Google, z niektórych biur przy prawym skrzydle budynku można zobaczyć interesujący malunek – ciekawe, czy jest na nim Wielki Przywódca, czy tylko jakiś nadmorski widoczek.

Właściwe wejście do ambasady znajduje się obecnie od ulicy Bobrowieckiej. Jest i tabliczka, która nie daje absolutnie żadnych informacji o godzinach funkcjonowania ambasady:

Jest też gablotka, pokazująca zdjęcia przywódców, parę ładnych widoków, wszystko to podpisane… wyłącznie po koreańsku.

Budynek mieszkalny z tyłu ma gigantyczną antenę na dachu – zapewne dla zachowania dobrej komunikacji z macierzą. Przed blokiem stoi też kosz do koszykówki. Jest i flaga.

Centrum Handlowe Panorama

Panorama była pierwszym centrum handlowym w Polsce, powstałym we wczesnych latach 90. Gdy wchodzi się do środka, czuć to od razu. Wyobraźnia pracuje sama – widać tam duchy przedsiębiorców w skórach, przechadzających się alejkami razem z partnerkami na niebotycznie wysokich obcasach i ochroną, czuć miliony złotych, jakie przeliczały kasjerki. A jak jest teraz?

Prawie dokładnie tak samo, jak było wtedy. Tylko pusto.

Na tych fotelach z pewnością bardzo wygodnie się siedzi.

Jeżeli ktoś lubi klimaty rodem z Dead Mall Series, bardzo polecam.

Jak w niemieckiej telewizji polskie memy i białe niedźwiedzie zobaczyłem

Gdy jestem w hotelu, zwykle częścią mojego porannego ogarniania się jest przeglądanie listy dostępnych kanałów. W hotelu Yup w Hasselt miałem spory wybór zagranicznych stacji – były zarówno liczne kanały francuskie, włoskie, brytyjskie, jak i niemieckie. Przeskakując pomiędzy kanałami, w pewnym momencie zobaczyłem napisy po polsku.

Jakbym skądś tego mema znał! W tym momencie narratorka reportażu tłumaczyła na niemiecki to, co było tam napisane. Po chwili pojawiło się kolejne ujęcie, tym razem widoczne dobrze były flagi KOD i unijne.

Po chwili (najwyraźniej) autorka reportażu pojwiła się na tle Warszawy. Tylko coś tu jakby nie gra…

Tak, dobrze widzicie, z tyłu przechadzają się… niedźwiedzie polarne. Zdążyły nawet co nieco ze sobą powalczyć 😉

Nie do końca słyszałem niestety, co pani mówiła. Podejrzewam, że coś w rodzaju, że niektórym Polska kojarzy się z niedźwiedziami polarnymi, ale rzeczywistość jest inna. Niemniej, ciekawy polski akcent 😉