Bytovia Bytów – Partizan Belgrad

Kilka tygodni temu pojawiła się informacja, że Lechia Gdańsk jeden ze swoich sparingów przedsezonowych zagra w Gniewinie z Partizanem Belgrad. Wiadomo było, że mecz odbędzie się drugiego lipca, ale brak bylo informacji, o której. Pojawiła się ona dopiero pierwszego lipca, na youtube Partizan TV i parę chwil później na fanpage Lechii na Facebooku. Do tego czasu jednak znalazłem informację na stronie Bytovii Bytów, że oni… też grają z Partizanem drugiego lipca. Była tam też podana konkretna godzina, więc na parę dni przed meczem podjęliśmy decyzję, że jedziemy na Bytovię.

Gniewino stało się znane w 2012 roku, kiedy na terenie ośrodka wypoczynkowo-sportowego do Mistrzostw Europy przygotowywała się reprezentacja Hiszpanii. Wtedy też powstało główne boisko z zadaszoną trybuną na 1050 miejsc i sztucznym oświetleniem. W tym roku do sezonu w Gniewinie przygotowywały się drużyny Lechii, Partizana, APOEL Nikozja i Vitorulu Constanca z Rumunii. Trzeba przyznać, że baza treningowa razem z czterogwiazdkowym hotelem wygląda imponująco.

Już gdy dojeżdżaliśmy do Gniewina, złapała nas solidna ulewa, która nie odpuszczała przez całą pierwszą połowę meczu. Przed meczem parę razy w okolicy błysnęły też pioruny. Na trybunach, zależnie od momentu, było od 25 do 40 osób, w tym parę osób z laptopami. Jeden z nich pisał relację na lajfy.com, inny z kolei był pracownikiem Partizana.

W pierwszej połowie frekwencję znacząco powiększali rezerwowi piłkarze Partizana i Bytovii, którzy do czterdziestej minuty siedzieli na trybunach. Dla Partizana był to drugi mecz tego dnia (o 11 wygrali 3:0 z Lechią), więc trener starał się o większą rotację składu.

Jedyna bramka w całym meczu wpadła w pierwszej połowie. Gola strzelił Dušan Vlahović – szesnastolatek, którym już interesują się kluby z większych lig europejskich.

Na trybunach pojawiło się też kilku kibiców z Bytowa. Wywiesili parę transparentów, między innymi napisane cyrylicą „Milan Dragošanović” – jak się okazało, tak nazywał się zmarły w styczniu fan Partizana, przywódca jednej z ich grup kibicowskich.

Przy okazji transparentu zaczęliśmy też rozmawiać z jednym z pracowników Partizana. Dowiedzieliśmy się, że polska liga jego zdaniem jest bardzo mocna, prawie jak Bundesliga, a także, że jego trzech najlepszych przyjaciół gra w Polsce – odpowiednio w Wiśle Kraków i Legii Warszawa. Usłyszeliśmy też, że premier Serbii podobno wspiera i zapewnia finansowanie dla największego rywala Partizana, Crvenej Zvezdy.

Co ciekawe, nie wszyscy, którzy przyjechali z Partizana, mieszkają w czterogwiazdkowym hotelu Mistral widocznym w tle. Część pracowników dojeżdża do Gniewina z pobliskiego Bychowa, gdzie nocują w tamtejszym Dworze Bychowo.

Na trybunach widać jeszcze ślady wizyty reprezentacji Hiszpanii w 2012 roku.

Śladów wizyty Hiszpanów jest więcej, także na drodze wyjazdowej z Gniewina.

Okolica wydaje się bardzo bogata i na pewno pomaga w tym wodna elektrownia szczytowo-pompowa w Żarnowcu.

A jak ktoś chce zobaczyć, jak ten mecz wyglądał z perspektywy trybun, to proszę bardzo:

Pożegnanie 4 ligi w Tczewie

W tym sezonie w pomorskiej czwartej lidze jest jedna drużyna, która znacząco się wyróżnia. Chodzi o Gryfa Tczew, który ostatni mecz wygrał 21 listopada 2015 roku. Było to spotkanie z Zawiszą Borzytuchom, która następnie wycofała się z rozgrywek. W ostatnich miesiącach zwłaszcza zaskakiwały wyniki Gryfa u siebie. 0:9 ze Stolemem Gniewino, 1:8 z Rodłem Kwidzyn…

Od przerwy zimowej przestały też pojawiać się wiadomości na stronie klubowej. Dopiero w połowie maja strona zaczęła być ponownie aktualizowana. Jak się dowiedziałem, w zespole grają obecnie praktycznie sami juniorzy, zmienił się też trener i władze klubu. Co się stało zimą? Tego do końca nie wiem, ale podejrzewam, że skoro już reaktywowano Wisłę Tczew, to i z Unią coś się kroi. W tej sytuacji Gryf, który powstał z połączenia Wisły i Unii (co było dosyć ciekawym eksperymentem zważywszy na to, że kibice Wisły sympatyzują z Arką Gdynia, a Unii z Lechią Gdańsk) przestał obchodzić kogokolwiek.

Nie dziwi więc, że gdy pojawiła się okazja, aby zorganizować w Tczewie mecz pomiędzy reprezentacją Tczewa, a gwiazdami sportu i telewizji, Gryf musiał ustąpić swoje boisko i przenieść swój mecz najpierw na ul. Bałdowską, a ostatecznie na ul. Ceglarską (stadion, na którym gra Wisła Tczew). Informacja o ostatniej zmianie dotarła do mnie dopiero w dniu meczu. Gdy dotarłem na stadion, drużyny właśnie wychodziły na murawę.

Powiedzieć, że widownia nie dopisała, to niedomówienie. Przez cały mecz przez trybuny przewinęło się jakieś 25 osób.

Na samym początku zastanawiałem się, czy padnie dziś dwucyfrowy wynik. Początek na to wskazywał, bo już w siódmej minucie padła bramka na 0:1.

Zaledwie dwie minuty później – 0:2.

Po drugiej bramce nagle Gryf zaczął grać lepiej i nawet nawiązywać walkę. Okazało się też, że obrona Jaguara, który jeszcze walczy o utrzymanie w IV lidze, gra tragicznie. Pomimo tego mecz skończył się wynikiem 1:4.

Ostatni mecz czwartej ligi w Tczewie na co najmniej rok cieszył się bardzo miernym zainteresowaniem. Nawet dziennikarz lokalnej telewizji przyjechał z kamerą tylko na jedną połowę, by pojechać dalej – zapewne na mecz reprezentacji miasta. Ciekawe, czy Gryf w ogóle przystąpi do rozgrywek w następnym sezonie.

Polska – Holandia

1 czerwca dzięki Goyello miałem okazję pójść na towarzyski mecz Polska – Holandia w Gdańsku. Poniżej trochę zdjęć i obserwacji z tego wydarzenia.

Pociągi na stadion odjeżdżały z peronu piątego Dworca Głównego. Interwał wynosił 20 minut, w kluczowym momencie zmniejszony do 10. Już pociąg o 19:00 (mecz zaczynał się o 20:45) był solidnie wypełniony. Czas przejazdu 6 minut, koszt przejazdu – 0 zł. Poza pociągiem można było pojechać specjalnymi autobusami, które kursowały między Dworcem Głównem a stadionem. Tramwaje też były solidnie wypełnione.

Przed stadionem jeszcze przed kontrolą bezpieczeństwa food trucki i… zbierający podpisy przeciw uchodźcom przedstawiciele Kukiz’15. Sama kontrola dość lotniskowa (łącznie z obmacaniem), z tym że nawet mniej rzeczy wolno wnieść na stadion. Najkrócej mówiąc, najlepiej iść tylko z biletem, dokumentami, telefonem i kartą płatniczą.

Sam stadion zdecydowanie robi wrażenie. Bardzo przydatne było zadaszenie, bo nad Gdańskiem akurat przeszło parę ulew. Jedynie sektory najbliżej boiska dostały porządniej deszczem, na nas tylko odrobinę pokapało.

Do punktów cateringowych (był chyba jeden na każdy sektor) na 45 minut przed meczem kolejki na 15 minut czekania. Rozwodnione piwo (Okocim Jasne Pełne) – 9 zł za 400 ml, paczka M&M’s tyle samo. Bardzo popularne były zapiekanki – też 9 zł. W kolejce przede mną stały też dzieci, przeglądające na facebooku wyjątkowo kiepskie memy z Gimperem, Izakiem i Atorem.

Na samym środku sektor kibiców reprezentacji Holandii. Oprócz sektora, również na „polskich” trybunach zdarzali się ubrani na pomarańczowo kibice.

Piłkarze wychodzili na boisko (chyba) do motywu z Gry o Tron. Dlaczego chyba? Okazuje się, że na stadionie wszystko oprócz spikera zadziwiająco kiepsko słychać. Przez większość meczu nie miałem pojęcia, czy i jaki doping jest prowadzony. W pewnym momencie kibice zaczęli śpiewać hymn – zorientowałem się po parunastu sekundach.

Co do dopingu – wydawał się umiarkowany. Panowie obok próbowali chwilę kibicować na stojąco, po czym zostali przegonieni przez siedzące za nimi rodziny, które zapłaciły za bilet, a tu im jeszcze wszystko zasłaniają. Panowie zwinęli się do miejsca, gdzie trochę więcej osób stało.

Okazało się też, że z tej pozycji dosyć trudno jest dostrzec, co dzieje się na drugim końcu boiska. W pewnym momencie zastanawialiśmy się, czy właśnie wpadła bramka, czy może jednak nie. Dopiero powtórki z telebimu przekonały nas, że nie.

Swoją drogą, zwykle chodzę na mecze ósmej ligi, więc starałem się porównać, czym różnią się piłkarze reprezentacji narodowej od piłkarzy B-klasy:

  • potrafią grać z piętki;
  • wiedzą, gdzie są ich koledzy z zespołu;
  • nie mają nadwagi.

Po pierwszej połowie 0:1. Kolejki do męskiej toalety w przerwie – 8 minut czekania. Kolejki po piwo znacznie dłuższe.

Rozpoczynamy drugą połowę. Zgadnijcie, gdzie są sektory VIP?

Jest 1:1! Może jeszcze Polska wygra?

Nope.

Powrót do domu był zadziwiająco bezproblemowy. Od końcowego gwizdka na Morenę dotarłem w 45 minut. Głównie dlatego, że na styk zdążyłem na ostatni tramwaj. Co ciekawe, na torze prowadzącym do peronu ustawione były dwa razy po dwa składy EN57+EN71. Gdy jeden się zapełnił, policja zamknęła bramę wejściową na peron, po czym kolejny wjechał, a brama została otwarta. Zarządzanie powrotem 40 tysięcy osób – pierwsza klasa.

Kolejna ciekawa rzecz – porównując z koncertem, na którym byłem w marcu w Mińsku, tutaj nie było absolutnie żadnych problemów z działaniem telefonii komórkowej na meczu. Czyli się da.